Wiele osób, które postanowiło zadbać o swoje finanse decyduje się na początku na oszczędzanie.
Jednak po jakimś czasie zaczynają zastanawiać się, kiedy powinni zgromadzone pieniądze zacząć inwestować poprzez produkty o wyższej stopie zwrotu, na przykład przez giełdę.
Widzą w takim sposobie zyski średnio na poziomie 10% – 12%, mają już pieniądze które mogą zainwestować i wmawiają sobie, że powinni już zacząć inwestować, nie zdając sobie sprawy że nie są jeszcze gotowi.
Za każdym razem jak przymierzam się do ponownego przelania pieniędzy na rachunek maklerski zastanawiam się, czy to już właściwy moment. I nie chodzi mi o to, czy indeksy rosną czy maleją, jaka jest koniunktura na rynku itp. Zastanawiam się, czy mam wystarczającą wiedzę teoretyczną abym mógł już sprawdzić się w praktyce.
Myślę, że są takie podstawowe zasady, które wyznaczają nam punkt oparcia podczas wyznaczania naszego osobistego punktu wejścia w inwestycje dające szanse na większe zyski niż konto oszczędnościowe czy lokata. Jeżeli jeszcze ich nie zrealizowałeś, to zamiast wkładania pieniędzy w inwestycje, postaraj się zdobyć dodatkową ich ilość aby te cele osiągnąć.
Masz spłacone wszystkie wyżej oprocentowane kredyty.
Mam tu na myśli np. niespłacane salda na kartach kredytowych, które poprzez samą kontynuację narażają nas na wysokie koszty finansowe. Dobrze byłoby mieć również spłacony kredyt hipoteczny jednak to już nie jest tak proste i szybkie do wykonania. Niektórzy twierdzą wręcz, że trzeba mieć spłacone wszystkie „pochodne” kredytów, które karzą nam płacić odsetki.
Masz w miarę płynny fundusz bezpieczeństwa.
Jego wartość każdy powinien ustalić wg własnych potrzeb i myślę, że temat ten jest na tyle często poruszany na innych blogach, że każdy już wie o co chodzi :) Jednak podstawową zasadą jest aby fundusz ten był właśnie płynny, czyli pieniądze powinny znajdować się np. na koncie oszczędnościowym, tak aby w razie potrzeby można było je wypłacić bez narażania się na straty.
Ostatnia zasada jest prosta ale chyba najważniejsza: musisz wiedzieć co robisz. Jeżeli ktoś nie wie za dużo o giełdzie, na początek warto zainteresować się np. funduszami. Gdy już pierwsze kroki z funduszami będziesz miał za sobą, warto jednak dalej poznawać reguły nimi rządzące, np. jak wypłata dywidend wpływa na wartości jednostek.
Inwestowanie może być zabawne i fascynujące, a przy tym może przynosić zadowalające nas zyski. Jednak nie oszukujmy się, nie ma wyższych zysków bez większego ryzyka. Więc zanim zaczniesz nurkować, najpierw naucz się pływać.
Osoby które odwiedziły tą stronę znalazły ją szukając:
- 20 tysięcy po studiach
- dwadzieścia tysięcy po studiach
- kiedy wiemy ze jestesmy gotowi do kolonoskopii
- pieniądze i ich inwestowanie
- plynny fundusz



Witaj, jestem Robert. Na moim blogu znajdziesz informacje o tym, jak zarabiam przez internet. Jeżeli interesuje Cię ta tematyka, to zapraszam do czytania ;)



"Więc zanim zaczniesz nurkować, najpierw naucz się pływać."
Bardzo fajna maksyma.
Aby nauczyć się inwestowania na giełdzie to nie ma też co czekać w nieskończoność. Jak jesteśmy młodą osobą to wtedy łatwiej – wchodzimy za te 500-1000 zł i składamy pierwsze zlecenia. I uczymy się wtedy że jednak prawdziwa giełda różni się znaczniej od tej gry giełdowej (notowania na żywo, musi być dopasowania w arkuszu zleceń, jak ważna jest płynność spółki itd.).
Gorzej mają osoby dojrzałe, posiadające oszczędności rzędu kilkudziesięciu tysięcy. Powiedz im by zaczęli od przysłowiowego tysiąca, a nie wchodzili całą kasą. Ale oni też muszą przejść swoisty giełdowy żłobek i przedszkole oraz pierwsze mini bankructwo (bardzo wysoka strata).
A co do momentu (czasu) nie ma idealnego czasu i według mnie każdy jest dobry do wejścia na giełdę (no może poza szczytem hossy, kiedy każdy się pyta w jaki fundusz akcji zainwestować, jakie akcje kupić a nawet nie wie co oznacza skrót WIG i co to jest indeks).
Ja bym powiedziala, ze trzeba po prostu do tego dojrzec. Jedni moga miec wiedze teoretyczna i byc przygowani merytorycznie, inni moga chciec sprobowac, bo uwazaja, ze to ich czas.
Jesli chodzi o splate kredytu hipotecznego, to nie przejmowalabym sie nim, jesli ma niskie oprocentowanie. Przeznaczenie pieniedzy na inwestycje zamiast na nadplate moze byc bardziej oplacalne, przy zalozeniu, ze inwestycje beda szly po naszej mysli.
Marek – no właśnie, nie każdy kto chce zacząć inwestować na giełdzie wie co to jest WIG, nie wie co to At czy AF więc zastanawiam się na jakiej podstawie zamierza dobierać akcje. I nie mówię tu o właściwym doborze spółek ale aby to nie było po prostu na chybił trafił.
Richmond – niby tak, tylko jak to właściwie poznać czy już się dojrzało:)
Powiedzialabym, ze dojrzewamy do gieldy, gdy rzucamy pieniadze na rynek i wiemy, ze mozemy stracic nie tylko zyskac.
Wiem, ze plankton rzucil sie na rynek w 2007r czy kiedys tam. Nawet pamietam jak kolezanka mowila, ze kupila jednostki w funduszu za 200zl, ale potem wycofala, bo zaczely tracic. Ale ona nie ma pojecia o rynku. Po prostu kazdy tak wtedy robil.
Najlepiej jest się przekonać na własnych błędach (chyba, że ma się pod ręką błędy innych i potrafi się wysnuć wnioski).
Wejdziesz – stracisz trochę lub trochę więcej – zrazisz się – nie byłeś gotowy, nie dojrzałeś.
Rynek weryfikuje nie tylko spółki, ale także inwestorów ;).
tak delikatnie offtopując od samego sedna:
Czy studentowi tak na prawdę potrzebny jest
fundusz bezpieczeństwa? Rozumiem jeśli ktoś mieszka na stancji i ma nie ma nikogo kto zadba o jego chociażby wyżywienie. Ja natomiast znajduje się w takiej sytuacji, że mieszkam z rodzicami i nie musze się o wiele rzeczy jeszcze martwić.
No tak, masz rację. Jeżeli ktoś mieszka w trakcie studiów z rodzicami to raczej ma mniej finansowych "problemów" niż ktoś, kto studiuje 200km od miejsca zamieszkania. Ja po prostu piszę na podstawie własnych doświadczeń:)