Najtrudniejszą rzeczą związaną z oszczędzaniem jest jego rozpoczęcie. Rutyną dla mnie było jedzenie na mieście średnio trzy razy w tygodniu i nie chodzi tylko o obiady lub kolacje. Doliczyć do tego trzeba jeszcze drożdżówki czy pączki w ramach drugiego śniadania, jakiś batonik z automatu itp.
Dopóki jednak nie usiadłem i spokojnie nie policzyłem swoich wydatków, nie zdawałem sobie sprawy ile wydawałem. Postanowiłem ograniczyć takie frywolne wyrzucanie pieniędzy.Wszystko zaczęło się dokładnie jednego dnia.
Przeliczyłem wydatki za miniony tydzień i postanowiłem sprawdzić ile wydam w ciągu nadchodzących siedmiu dni, jeżeli wszystkie posiłki, łącznie z jedzeniem branym na uczelnię będę przygotowywał własnoręcznie. Nie było to w sumie zbyt trudne.
Tak więc wybrałem się na zakupy pamiętając o podstawowych zasadach takich jak: „zrób listę zakupów i staraj się nie kupować nic poza tym”, czy „nie idź na zakupy z pustym brzuchem, ponieważ skończy się to tym, że w koszyku wylądują niepotrzebne produkty”. I zaczęło się.
Z gotowaniem obiadów nie mam większego problemu, mogę nawet powiedzieć że to lubię :) Zacząłem brać robione w domu kanapki a do picia w małej butelce sok, przelewany z dużego kartonu. Po tygodniu wszystko policzyłem i tak jak się spodziewałem, wydatki zmniejszyły się o ponad 50%.
Postanowiłem więc żyć bardziej oszczędnie, co jednak nie oznacza gorzej. Obiady w domu są bardzo smaczne i jedyne co musiałem zrobić, to przełamać swoje lenistwo związane z gotowaniem. Dodałem do tego z czasem oszczędzanie związane z innymi aspektami życia. Oto kilka zasad jakie musiałem sobie wpoić i które polecam teraz wszystkim czytającym:
- Rób kanapki do pracy czy na uczelnię. Zaoszczędzisz na wydatkach związanych z jedzeniem namieście.
- Przed wyjściem z domu upewnij się, czy wyłączyłeś wszystkie urządzenia elektroniczne, które nie muszą być włączone (np. komputer czy sprzęt grający – wyłącz zamiast zostawiać w opcji czuwania).
- Zamiast oglądania telewizji zacznij czytać książki, wpłynie to przy okazji na twój samorozwój.
- Na kolację staraj się jeść to co masz w szafkach czy lodówce. Unikniesz dzięki temu wyrzucania zepsutego i zapomnianego jedzenia.
- Przemyśl dwa razy każdy większy zakup, czy aby na pewno to „coś” jest ci potrzebne.
Zależnie od indywidualnych potrzeb, na koniec każdego tygodnia czy nawet codziennie wieczorem policz ile udało Ci się zaoszczędzić. Przywoła to na pewno uśmiech na twojej twarzy oraz poczucie wykonania założonego planu. Ważne było dla mnie również, aby codziennie przed snem postanowić sobie, że kolejnego dnia dalej będę kontynuował moje oszczędzanie.
Teraz wszystkie te postanowienia stały się już rutyną i niektórych prostych zasad nawet nie zauważam.
A jak rozpoczęło się wasze oszczędzanie?
Osoby które odwiedziły tą stronę znalazły ją szukając:
- oszczędzanie w domu
- oszczędzaj w domu
- sen wyrzucanie zepsutego jedzenia
- obiady wdomu
- oszczędzanie na obiadach
- oszczędzanie w domu wp
- sen wyrzucanie zepsutych jaj



Witaj, jestem Robert. Na moim blogu znajdziesz informacje o tym, jak zarabiam przez internet. Jeżeli interesuje Cię ta tematyka, to zapraszam do czytania ;)



Jak babcia i ciocie dawaly mie pieniadze jak bylam mala to zawsze je chomikowalam :-)
Jedyny okres kiedy przeginalam z wydatkami to jak kupilam mieszkanie na kredyt i rownoczesnie zachcialo mi sie samochodu hobbystycznego. Ale jak juz sie uleczylam to wrocilo to do normy.
Wszystkie wydatki na wszystkie samochody jakie mialam mam spisane w arkuszu, wiec juz przy pierwszym samochodzie zorientowalam sie jaka to skarbonka ;) Podusmowanie wszystkich kosztow moze czlowieka latwo sprowadzic na ziemie.
Dokładnie tak. Każdy kto "uczciwie" podsumuje swoje wydatki na pewno chociaż przez chwilę się nad nimi zastanowi.
Ja trochę inaczej postępowałem z pieniędzmi od babci czy dziadka. Jak byłem mały to często szły na słodycze i zabawki a później to już sam nie pamiętam:)
PS: "samochód hobbystyczny"? :)
Taki, ktory mial 19 lat jak go kupilam. Teraz mialby 28 lat, ale ten egzemplarz juz nie istnieje. Za to jego nastepca, tez 28 letni w tej chwili, istnieje u innego wlasciciela.
Teraz tez mam samochod hobbystyczny, bo uzywam go tylko dla przyjemnosci i jezdze na zloty wlascicieli. Czyli hobby jakby nie patrzyc :-)
Moje oszczędzanie zaczęło się od tego że pomimo iż zarabiałem/dostawałem trochę kasy to się okazywało że pod koniec miesiąca nie miałem już prawie nic, jechałem na overdrafcie i kartach kredytowych. Później siadłem policzyłem ile płacę odsetek, opłat za prowadzenie kont, ile wydaję na słodycze i przekąski, jedzenie na mieście i inne duperele.
I się zaczęło. Szukanie zbędnych wydatków i powolne spłacanie zadłużenia. Po roku już zacząłem generować nadwyżki finansowe, a dzisiaj prezentuje mój portfel oraz staram się innym przekazywać moją wiedzę.
jak to mówią mędrcy "nawet najdłuższa podróż rozpoczyna się od jednego kroku". u mnie podobnie jak u Marka pomimo całkiem sporych zarobków każdy miesiąc kończył się minusem w finansach. nie ukrywam, że w cholerę kasy szło mi po prostu na imprezowanie. codzienne balangi, żarcie na mieście, taksówki, masa alkoholu i fajek – wszystko to znakomicie drenowało mi kieszeń. do tego kilka kredytów na pierdoły, karta kredytowa używana zupełnie idiotycznie i deficyt gotowy.
teraz okazuje się, że wcale nie mam ochoty już tak często łazić po knajpach, jak już coś to wolę sobie wypić piwko w domu. jadam właściwie tylko w domu, nie kupuję niepotrzebnych rzeczy. i wcale nie jest mi źle. wielkich nadwyżek finansowych nie jestem w stanie jeszcze generować, ale z drugiej strony nadpłacam kredyty dosyć mocno więc jednak te pieniądze idą na dobry cel.
i też się wszystko wzięło z tego, że pewnego dnia stwierdziłem, że to przecież kompletny idiotyzm tak szastać pieniędzmi i lekką ręką oddawać moją kasę innym, zwłaszcza, że nie dostaję w zamian nic wartościowego.
Samodzielne przygotowywanie jedzenia ma same zalety – jest tańsze i zdrowsze.
Z tym przeemysleniem przed zakupem to dobra rada. W ktoryms ze stanow USA jest przepis ze jak ktos chce kupic bron przychodzi do sklepu, mowi o tym, sprzedawca odklada do skrytki i tam chyba po jednym czy dwoch dniach mozna ja odebrac. To po to by np. w ramach impulsu jak ktos sie wkurzy na sasiada nie zastrzelil go. Mysle ze podobna zasade mozna odniesc do wydatkow…
@Marek, grapkulec – czyli można dojść do wniosku, że wystarczy policzyć dokładnie ile wydajemy i zastanowić się czy wszystkie wydatki były konieczne. Mnie skłonił do tego wpis na jednym z blogów, jednak nie pamiętam którym bo śledzę ich sporo. Mam nadzieję, że przy okazji ktoś również z mojego wpisu skorzysta.
@WhiteLightning – założę się, że po wprowadzeniu tego przepisu w USA sprzedaż broni spadła. Ciekawe jak by to działało u nas i jakiego towaru mogłoby dotyczyć? :)
Zastanawianie sie nad zakupami czasami zajmuje mi duzo czasu. Na przyklad czekalam rok z zakupem netbooka :-)
Zawsze analizuje, czy dany przedmiot bedzie mi potrzebny, czy warto go kupowac, bo moze np bede z niego rzadko korzystac, a moze znudzi sie itp.
Z zakupami elektroniki to jest tak, że jeżeli nie musimy kupować czegoś już teraz to zawsze lepiej poczekać, ponieważ za rok czy nawet pół za tę samą kwotę kupimy przedmiot po prostu lepszy. Sam często już tak postępowałem:)
@Richmond – Więc analogicznie, zwlekając rok kupiłaś prawdopodobnie lepszego notebook'a niż planowałaś na początku :) Chyba że po roku przeznaczyłaś już na niego zupełnie inną kwotę:)